V Wybranka : Rozdział 12

czwartek, 29 czerwca 2017

Rozdział 12


Kroki stawiała niepewnie, wędrując z książkami na głowie po bibliotece z obawą, że niebawem się wywróci i połamie. Vivian wymyśliła sobie niezwykle irytujące ćwiczenia na równowagę. Do tej pory Cara była święcie przekonana, że ją miała, biorąc pod uwagę ćwiczenia ze swoją Ekipą w miasteczku, ale jak widać mocno się myliła… Może i na bosaka radziła sobie w miarę, ale gdy kobiety – ponieważ dwie służące czuwały nad nimi – wsadziły szpilki na te jej małe stópki, myślała tylko o tym, by jak najszybciej zwiać.
            Nie było takiej opcji. Każdy krok w kierunku drzwi kończył się zagrodzeniem jej drogi, co kończyło się bluźnieniem pod nosem i karceniem jej za brak kultury, którą musiała reprezentować na nadchodzącej uroczystości.
            I od nowa.
            Krok, krok, krok. Stop – przerwa na złapanie oddechu i nabrania odwagi.
            Krok, krok, krok.
            - Stanę się pośmiewiskiem Stolicy – zawyła wreszcie, najwidoczniej bardzo przejęta swoimi słowami i zdjęła tę głupią księgę z głowy. Vivian złapała się za głowę i starała się po prostu nie wybuchnąć.
            - Jak będziesz mnie słuchać i zaczniesz robić postępy, to tak nie będzie. – Siadła poirytowana na krzesełku i zajęła się przeglądaniem informacji na tablecie, dając tym do zrozumienia, by Cara zrobiła sobie przerwę.
            Łatwo było jej mówić, to nie ona pierwszy raz miała na nogach ten diabelski wynalazek. Jak kobiety mogły w tym chodzić na co dzień? Jak chociażby Vivian? Nie widziała na jej stopach żadnych innych butów, odkąd pierwszy raz ją zobaczyła. Przecież to było takie niewygodne i niepraktyczne. A jakby przyszło im się gdzieś spóźniać i musiałyby biec? Pobiegłyby? Gdyby zaszczycił ją takowy widok, byłaby pełna podziwu.
            Usiadła i westchnęła, od razu czując ulgę. Uniosła nogi ku górze i przymknęła oczy, myśląc tylko o tym, by zdjąć to przekleństwo i zanurzyć stopy w cieplutkiej wodzie, w „swojej” łazience. Tak bardzo chciałaby już iść, ale gdy tylko zerknęła w kierunku drzwi, usłyszała chrząknięcie, więc burknęła tylko i spuściła głowę niezadowolona.
            Po chwili przez drzwi weszła już trzecia służąca i trzymała w dłoniach małe pudełeczko. Cara uniosła do góry jedną brew, bo nie umknęło to jej uwadze. Po chwili jedna z nich klęknęła przy niej i zdjęła jej jednego buta, po czym zaczęła gładzić po stopie.
            Czuła się co najmniej dziwnie, ale nie wiedziała, jak się powinna zachować – zwrócić jej uwagę, czy byłoby to niegrzeczne?
            - Czuje panienka dyskomfort w tych butach? Uciskają może panienkę w pięty? – spytała po chwili, gdy wybadała na jej stopie znaczne zaczerwienienie od tylnej strony.
            - O tak, zdecydowanie. – Cara pokiwała energicznie głową.
            Wyjęła z przyniesionego, małego pudełeczka jakieś specjalne gumowe coś, czego ciemnowłosa w ogóle nie potrafiła nazwać. Upchała wyznaczone miejsce w bucie i dopiero później objaśniła, do czego służyły. Stanęła raz jeszcze w szpilkach i mimo wszystko czuła nadal ucisk na piętach, ale nie był już taki bolesny jak wcześniej. Zapewne kolejne założenie szpilek nie będzie już takie złe, kiedy rany znikną ze stóp.
            - Jak w niebie… - Rozmarzyła się. – Dziękuję bardzo – zwróciła się do służących i dygnęła z delikatnym skinieniem głowy.
            - Perfekcyjnie! – pochwaliła ją od razu Vivian, podnosząc się aż z krzesła, bo najwidoczniej tak się przejęła. Chyba była zmęczona, bo w końcu siedziała z Carą od rana i uczyła ją, jak powinno się chodzić i mówić. Po prostu do niej podeszła i mocno ją przytuliła, oznajmiając jeszcze na koniec, jaka była z niej dumna, a Cara… Cara poczuła się po prostu jeszcze dziwniej i niepewnie odwzajemniła ten uścisk.
            - Będzie panienka wyglądała bajecznie w sukni, wybierała już panienka coś? – dopytywała jedna ze służących. Dziewczyna skrzywiła się lekko i pozostała jakiś czas w zamyśleniu, pozwalając prowadzić się, jak dżentelmen kobietę, po pomieszczeniu. W zasadzie nie miała żadnej sukni, a do balu było już mało czasu… Co miała zrobić? Może poprosi Vivian o pomoc i razem pojadą do sklepu, czy gdzie się tutaj kupowało sukienki?
            - Taak – oznajmiła przeciągle, śmiejąc się przy tym głupkowato, na co brązowowłosa kobieta tylko pokręciła głową.
            Wszystkie damy zapewne suknie kupowały na wiele czasu przed, ale Cara znalazła się tu nie z własnej woli i w zasadzie dowiedziała się nagle, że w ogóle będzie uczestniczyła w tak prestiżowej uroczystości. Przecież to był zaszczyt! Ale biorąc pod uwagę, ile to od niej wymagało, naprawdę czuła się przytłoczona. Była wychowywania w kompletnie innym otoczeniu, z innymi ludźmi i nadal nie znała powodu, który definiował jej uczestnictwo.
            Każdy, kto tam będzie, miał już pewnie doświadczenie i nie raz był na balu. Dobrze, że chociaż wiedziała, jak ruszać się w rytm muzyki i tańczyć wolne. Niby czegoś ją tam kiedyś uczono, ale Vivian i tak zadbała o to, by poduczyć i przypomnieć Carze, jak to powinno wyglądać.
            Powinna uśmiechać się cały czas. Chodzić wyprostowana i poruszać się z gracją, której za grosz nie posiadała. Jak, do cholery, miała to zrobić? Stanie się pośmiewiskiem, to nieuniknione.
            - Na dzisiaj to będzie już koniec. Jestem potrzebna gdzie indziej, więc zbieram się. Cara, jesteś wolna. - Uśmiechnęła się do ciemnowłosej, po czym wyszła z pokoju.
            - Wolność! – Odetchnęła z ulgą, zdejmując to przeklęte obuwie i rozsiadła się wygodnie na krześle. Niestety, nie na długo, bo służące musiały również gdzieś się udać, a Cara po prostu nie chciała siedzieć tu sama, więc udała się do swojego pokoju, żeby wziąć odprężającą kąpiel.

            Uwielbiała długo spędzone wieczory w wannie, na jakie mogła sobie pozwolić tylko teraz. Naprawdę zazdrościła im tego luksusu i każdy, kto znalazłby się na jej miejscu, z pewnością czułby się tak samo. Oni po prostu odkręcali kurek i napełniali wannę ciepłą wodą. Bo mieli jej pod dostatkiem i nic ich nie ograniczało. Nigdy ograniczenia, którymi żyło się w miasteczku Cary, nie byłyby przyjęte z pokorą.
            Ciepło, wygoda, bezpiecznie cztery ściany. To było tak mało, a dawało tak wiele.
            Niestety nie było jeszcze wieczoru, więc ciemnowłosa nie chciała spędzać trzydziestu minut w wodzie, a wolała wyjść i pospacerować po ogrodach, więc z niechęcią podniosła się i opatuliła czystym, mięciutkim ręcznikiem. Włosy na czas kąpieli miała spięte specjalną spinką, więc rozpuściła je, by opadały wolno na jej ramiona. Zaczęła się wycierać. Później wskoczyła w swój ulubiony zestaw ubraniowy, czyli spodnie oraz luźniejszą koszulkę.
            Stanęła przed lustrem, obejrzała się z każdej strony i stwierdziła, że zupełnie nie pasowała do tego otoczenia. Wszyscy ubierali się na co dzień bardzo elegancko, albo po prostu  jak na młodzież zamieszkującą Stolicę przystało. Dziewczęta często stroiły się w sukienki czy spódniczki i ładne koszule oraz koszulki z delikatnego materiału, który w dodatku był bardzo przyjemny w dotyku. Cara też dostała odgórnie kilka rzeczy uszytych z takowego materiału, dlatego go rozpoznawała.
            Westchnęła, przygryzając wargę. Powiedziała sobie „a co mi tam!” i zaczęła grzebać w szafie w poszukiwaniu kilku rzeczy. Pewnie i tak jej nikt nie zobaczy, więc chociażby sama sobie sprawi przyjemność i ubierze się w coś… innego. Tego popołudnia nie będzie sobą.
            Po chwili wyciągnęła czarną spódniczkę z dziwnego, śliskiego materiału i zwykłą, ale lekko przezroczystą koszulkę z krótkim rękawkiem i założyła na siebie. Odwróciła się raz jeszcze w kierunku lustra i wpatrywała się w siebie jak w obrazek. Zupełnie nie wyglądała jak Cara, którą dobrze znała. Levis pewnie pomyliłby ją z kimś innym albo zaczął się śmiać, jak to miał zakodowane przy tym swoim głupkowatym charakterze, i na samo wspomnienie takowej sytuacji dziewczyna zaśmiała się pod nosem.
            No dobrze, Cara, weź się w garść, powiedziała sobie, po czym wyszła z pokoju, kierując się w kierunku ogrodu.


~*~

            Ogrody pałacu były naprawdę przepiękne. Nigdy nie widziała czegoś takiego. Już raz o tym wspominała, ale po prostu nie mogła przestać się zachwycać. Szła wąską ścieżką i dotykała dłonią równo przycięte krzaki na kształt prostokątny. Sięgały jej do pasa, więc dłonią mogła swobodnie sunąć po nich. Uśmiechnęła się pod nosem, a później spojrzała przed siebie, gdzie zauważyła bardzo znajomą sylwetkę stojącą przy fontannie na środku ogrodu.
            Nie musiała namyślać się długo, by po chwili podejść do niego.
            - Cześć, Carter – przywitała się z uśmiechem i rękoma splecionymi za plecami.
            - Witaj, Cara – odpowiedział jej, równie pięknie obnażając swoje śnieżnobiałe zęby. Wcale nie był zaskoczony jej obecnością i trochę się zawiodła, ale postanowiła to zignorować. Tymczasem chłopak przejechał wzrokiem po ciele dziewczyny i zagwizdał zdumiony.
            - Przestań! O co ci chodzi? – Dała mu kuksańca w bok i skrzyżowała ręce na piersi. -  Nie wyglądam jak ja, wiem…
            - No, nie wyglądasz – przyznał od razu i ponownie się zaśmiał, za co znowu dostał w bok. – Ała! Ej, nie wyglądasz jak Cara, którą znam, ale... – urwał, jeszcze raz mierząc ją wzrokiem od góry do dołu i z powrotem – ...naprawdę ci ładnie – przyznał.
            Dziewczyna spuściła wzrok, lekko się rumieniąc. Cholera, co ze mną nie tak?
            - Cóż – zaczęła, poprawiając kosmyk włosów opadających jej na twarz – raz mogę wyglądać inaczej – oznajmiła, zdobywając się na uśmiech. Po chwili takiego stania i gapienia się na siebie poczuła się niezręcznie i przysiadła na rogu fontanny. Carter zrobił to samo, lecz był stosunkowo zbyt blisko niej, choć właściwie podobało jej się to. Sama już nie wiedziała, co się z nią działo. Podobał jej się Carter i to było nieuniknione, ale kiedy stała przed lustrem i przypomniała sobie Levisa, uświadomiła sobie, jak bardzo jej go brakuje.
            Ale chwila, Levis był tylko jej przyjacielem, więc…
            - Ostatnio w ogóle nie widywałem cię poza posiłkami – zagaił, przyglądając się jej uważnie.
            - Och, po prostu Vivian usilnie mnie męczy, żebym nie wyszła na idiotkę na twoim balu – wytłumaczyła, śmiejąc się. – Dzisiaj uczyłam się chodzić na obcasach i stopy bolą mnie jak jeszcze nigdy. – Pokręciła głową. Mówiła prawdę, bo nawet kąpiel nie pomogła jej dostatecznie, a spodziewała się, że będzie lepiej. – Ja nie wiem, jak Vivian może w tym codziennie chodzić.
            - Prawda, to okropne, coś o tym wiem – wyznał, a Cara spojrzała na niego z zaciekawioną miną i uniesioną brwią. – Nie pytaj – poprosił ze śmiechem.
            - Jednak pytam. – Skrzyżowała ręce na piersi.
            - Naprawdę, proszę… - zaczął ją błagać i już miał nawet uklęknąć, więc odpuściła i oboje zaczęli się śmiać. – Ale jestem pewien, że dasz sobie radę. Nie jesteś byle jaką osobą. – Powiedział to, nie spuszczając z niej wzroku, a jej zrobiło się dziwnie ciepło na sercu. Co miało znaczyć to ostatnie zdanie? Co Carter miał na myśli mówiąc, że nie jest „byle jaka”?
            - To się okaże. – Westchnęła, spoglądając przed siebie. Pałac z tej odległości wydawał się tak ogromny, że ogłupiała na chwilę. Jakby dwa razy większy niż wtedy, gdy przebywało się w środku niego. Ale był piękny… Jego majestatyczna budowa wprost zapierała dech w piersiach. Choć we wszystkich bajkach pałace księżniczek opisywano zupełnie inaczej, to i tak ten budynek był marzeniem wielu dziewcząt. I nie tylko ich.
            Zapadła między nimi cisza, może i niezręczna, a może i nie. W swoim towarzystwie czuli się dobrze, bo mieli o czym rozmawiać i nie byli nieśmiali wobec siebie, choć coś między nimi się działo, lecz żadne nie chciało robić niebezpiecznego kroku w przód.
            W końcu, gdy spojrzeli na siebie w tym samym momencie, zaczęli mówić w tym samym czasie.
            - Cara...
            - Carter...
            I oboje wybuchnęli śmiechem.
            - Ty pierwsza – zaproponował, drapiąc się niezręcznie po karku. Dziewczyna chwilę zastanawiała się, czy powinna, ale wzięła głęboki oddech i walnęła prosto z mostu:
            - Po co właściwie moja obecność na tym balu? Nikt mi jeszcze tego nie wytłumaczył. – Carter wiedział, że prędzej czy później dojdzie do tej rozmowy i przygotowywał się do niej wielokrotnie, ale nadal nie wiedział, jak ładnie ubrać ten absurd w słowa. Wziął głęboki oddech.
            - Mój tata z jakiegoś durnego powodu doszedł do wniosku, że będziesz w stanie przekonać go do zawieszenia broni jako przedstawicielka jednego z poszkodowanych miasteczek – mówił, nie spuszczając z niej oka ani na chwilę, a dziewczyna nie śmiała mu przeszkadzać i tylko kiwała głową. – Początkowo miało być was po jednym przedstawicielu z każdego miasteczka, jednak Rada zdecydowała się na ciebie. – Westchnął, przeczesując dłonią włosy. Cara milczała dłuższy czas, trawiąc to, co usłyszała, a kiedy już zamierzała się odezwać, chłopak przerwał jej. – I tak, dla twojego społeczeństwa wyglądało to na zwykły przypadek, jednak poniekąd nim nie był. W sumie to i tak, i nie… Cholera, nie potrafię tego wytłumaczyć.
            Zwiesił głowę, opierając ręce na kolanach.
            - Spokojnie. – Położyła mu rękę na ramieniu, chcąc dać trochę otuchy, choć nie wiedziała, czy w ten sposób w ogóle mu pomagała. Wiedziała, że dopiero wkraczał w życie taty i oswajał się z nim, więc nie mogła go winić za niewiedzę.
            - Chyba powinniśmy wracać, bo spóźnimy się zaraz na kolację – powiedział, zerkając na swój zegarek i zerknął na ciemnowłosą z westchnieniem. Skinęła tylko głową twierdząco, po czym podnieśli się oboje i pomaszerowali w kierunku pałacu.
            Szkoda, że ta rozmowa trwała tak krótko, bo Cara lubiła spędzać czas z tym chłopakiem, jednak wiedziała, że nie powinna zabierać mu go za dużo z powodu jego obowiązków jako syna prezydenta. A co jeśli nie podobało się to jego ojcu? Może nie powinna w ogóle go zagadywać?

Sama już nie wiedziała, co powinna myśleć.


Betowanie: Frix

4 komentarze:

  1. Muszę powiedzieć,ze rozdział świetny :)
    Wpadłam tutaj,przez przypadek i lecę czytać poprzednie rozdziały bo ten bardzo mnie zaciekawił,czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział :)
    I pędzę czytać poprzednie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że się podoba ^^ I dziękuję za komentarz :D Liczę, że w kolejnych nie zawiodę :3

      Usuń
  2. Sympatyczny rozdział. Cara tak szybko oswaja się z zasadami które panują w Stolicy. Może nie do końca rozumie wszystko co się dzieje wokół niej ale bardzo stara się dopasować do tych bogatych i samolubnych typów. To co zaczyna łączyć ją i syna prezydenta wygląda niemal jak przyjaźń i początek poważnego związku. Związku na który nie ma szans biorąc pod uwagę że oboje pochodzą z różnych światów. I to te światy nie pozwolą im na bardziej bliską znajomość.
    Pozdrawiam. Lena.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To kobieta, która szybko się uczy :D Poza tym, nie ma raczej wyjścia, a lepiej poznać wszystko dokładnie, zanim zdecyduje się na coś wielkiego.. :D

      Usuń