V Wybranka : Rozdział 9

czwartek, 11 maja 2017

Rozdział 9


             Pół dnia od samego rana spędzali na sali treningowej, pod czujnym okiem trenera, który miał już serdecznie dość Cary i jej upartego charakteru. Podobało mu się to, że była nieustępliwa i trenowała, dopóki dany chwyt jej nie wyszedł w pełni doskonale, ale dla niej to było za mało. Ciągle myślała, że nie było perfekcyjnie – według nie. Trener tylko wisiał nad nią i wręcz błagał, żeby już dała sobie spokój i tak się kłócili, kto miał rację, a kto nie. 
             Trzeba było przyznać, że z perspektywy obserwatora wyglądało to co najmniej komicznie. Carter skończył właśnie podnosić ciężary i pijąc wodę, prawie się nie opluł, słysząc jak ten facet, o budzącej respekt postawie, wręcz płaszczył się i błagał na kolanach, by zajęła się innym ćwiczeniem. Miranda tego dnia nie zaszczyciła ich swoją obecnością z nieznanych powodów, ale sam fakt ucieszył go, bo nie musiał interweniować w razie potrzeby. Sam z resztą nie rozumiał, dlaczego była taka cięta na Carę. Przecież nie mogło tu chodzić wyłącznie o jej pochodzenie.
             - Dobra, dość tego. Carter, do mnie – rozkazał trener, przywołując go do siebie, więc zakręcił butelkę z wodą i rzucił ją na bok. – Nie chcesz, to nie będę już taki miły. – Tu zwrócił się do Cary. – Zmierzysz się z nim. – Wskazał palcem na chłopaka, po czym zszedł z maty, krzyżując ręce na piersi. – I masz go położyć na ziemi – dodał z zaciśniętymi zębami, a Carter tylko zaśmiał się pod nosem. Naprawdę wyprowadziła go z równowagi, a to ci panienka.
             - Świetnie – wysapała, pochylając się do przodu, z dłońmi opartymi na udach. Czy chciała się wykończyć? Na pewno nie, ale musiała wyładować na czymś swoje emocje. Miała szansę na inne życie – a przynajmniej tak myślała. Miała wielką nadzieję, że uda jej się ściągnąć tu ojca i może nawet Levisa z rodziną. Tylko tyle. W zamian za pomoc.
             Ale to była tylko wymyślona przez nią bajka, którą opowiadała sobie sama do snu. Nadzieja na lepsze życie… Nie było czegoś takiego. Znowu walka o przetrwanie i bezinteresowna pomoc innym, by i oni mieli szansę jakoś przeżyć. Ukrywanie się przed strażą i ucieczka od kary za złamanie przepisów.
             I tak w kółko.
             Tak bardzo nie chciała wracać do tego życia, ale widocznie było o nieuniknione. Wyprostowała się w momencie i przyjęła pozycję do walki, zaciskając dłonie w pięści i trzymając blisko twarzy.
             - Cara, nie chcę ci nic zrobić… - szepnął Carter, powtarzając wszystkie jej gesty.
             - Dajże spokój – powiedziała. – Po prostu walcz – dodała po chwili i wymierzyła cios prosto w jego twarz, ale sprytnie odskoczył w bok.
             Poczuła się dziwnie z tym, że zaczęła jako pierwsza, bo zwykle wolała czekać na ruch przeciwnika i dopiero zacząć mu odpowiadać. Jakby miała się obwiniać o wszczęcie bójki, co byłoby durne, bo przecież robili to zawsze w ramach treningu, ale jednak.
             Nie ustępowała, cały czas zmniejszając dystans między nimi. Co chwilę wymierzała ciosy, a on ich unikał lub je blokował. Widać było po nim zaskoczenie w jej zachowaniu. Miał wrażenie, że chciała pokazać swą wyższość i znaczenie, że jednak do czegoś się nadawała. Kątem oka dostrzegł, że trener się zagadał, więc w momencie złapał ją za ręce, uniemożliwiając dalsze poczynania.
             - Co ty robisz? Czemu nie walczysz? – spytała zdezorientowana, unosząc jedną brew.
             - Lepiej powiedz, co ty właściwie wyprawiasz. – Wzmocnił swój uścisk, więc wyrwała się i cofnęła o krok. – Nie jesteś sobą – powiedział, spoglądając jej głęboko w oczy, jakby to miało w czymkolwiek pomóc. Dziewczyna za to odwróciła głowę w bok.
             - Mieliśmy walczyć, więc to robię. Nie wiem o co ci chodzi – odparła, krzyżując ręce na piersi. Carter tego nie wytrzymał. Westchnął ze zrezygnowaniem i przeczesał dłonią mokre od potu włosy.
             - Idź do siebie i odpocznij. Za dużo tego na dziś. Zdecydowanie – stwierdził i zostawił ją na środku mat. Większość już i tak zdecydowała się zakończyć trening na dzień dzisiejszy i zostali ci, których właściwie nie znała. Warknęła pod nosem i podeszła do drabinek po leżącą tam butelkę wody oraz ręcznik i również wyszła, nawet nie informując o tym nadal zagadanego trenera.
             Niby dlaczego nie była sobą? Co z nią było nie tak? Jak dla niej wszystko było w porządku, a wysiłek to rzecz normalna, by być lepszym. Trzeba chcieć i ćwiczyć, żeby coś osiągnąć, prawda? Więc co? Niby nie myślała trzeźwo?
             Prychnęła, biorąc spory łyk wody. Przystanęła obok jednego z wielkich okien, które akurat było otwarte, a z niego widok miasta był jeszcze wspanialszy, niż z jej sypialni. W oddali nawet ujrzała coś na rodzaj wodospadu? Sama nie potrafiła określić, bo jednak znajdował się on za daleko, więc jej oczy mogły się mylić.
             Westchnęła i już miała odchodzić, gdy nagle zza jej pleców dobiegł ją dźwięk całkiem znajomego głosu.
             - Cara, jak tam trening? – Vivan stała na środku korytarza i uśmiechała się, pod pachą trzymając nieodłączną część jej codziennego wyglądu, czyli tablet razem z kalendarzem. Dziewczyna odpowiedziała jej jedynie skinieniem głowy. – To świetnie, cieszę się – odparła uradowana i zanotowała coś prędko na tablecie, stukając kilka razy w ekranik. – Mam dla ciebie informację. Wieczorem, punk dwudziesta, masz czekać na dole przy głównym wejściu. Ale nie powiem więcej, to niespodzianka – zaćwierkała widocznie podekscytowana i Cara naprawdę chciała wiedzieć, o co chodziło, ale zdążyła jedynie otworzyć usta.
             Zadzwonił telefon i niezwłocznie musiała go odebrać, więc Cara oddaliła się do swojego pokoju ze zrezygnowaniem. Nie lubiła nie wiedzieć, co ją mogło czekać. Szczególnie nie teraz, po tym co przeszła.


             ~*~

             Do wieczora siedziała w swoim pokoju i nie robiła nic, poza czytaniem bzdur na tablecie odnośnie życia w Stolicy. Zaczytała się na temat jakiegoś artykułu modowego, zaciekawiona jak tutaj kobiety stroją się na co dzień i załamała się, widząc te piękne kreacje, błyszczące spodnie, bo porównując je z jej podartymi spodniami, kusymi koszulkami i niezbyt dobrej jakości kurtkami lub butami… Poczuła się jak sierota. Oni tu mieli dosłownie wszystko i naprawdę pragnęła tego życia.
             Nie tylko dla niej, ale i wszystkich innych. Czy to takie trudne, mając tyle pieniędzy, by te wszystkie fabryki poprzenosić bliżej, rozwinąć transport, by ludzie mogli ze Stolicy dojeżdżać do innych, oddalonych miejsc pracy? I wracać do bogatszego i piękniejszego życia. Ich kraj mógłby być taki wspaniały… dlaczego im to robili? Czy to takie fajne utrzymywać status ludzi bogatych i biednych? Wykorzystywanych i nic nie wartych? Przeznaczonych tylko do pracy?
             Nie mogąc już o tym myśleć, rzuciła urządzenie na poduszkę i westchnęła, podnosząc się z łóżka. Zbliżała się godzina umowna, więc wypadałoby ruszyć się z pokoju i zejść na dół. Stanęła przed lustrem, by obejrzeć się w nim. Powinna się ubrać inaczej? W zasadzie… powinna. W końcu nie przebrała się nawet z treningu i w momencie spanikowała.
             Zostało jej tylko pół godziny, więc wpadła jak burza do łazienki i wzięła szybki prysznic, o mało przy tym się nie zabijając przy wyjściu z kabiny. Czym prędzej wysuszyła włosy, które niestety miała tak długie, że sporo jej zeszło, nim w stu procentach były suchutkie. Na koniec stanęła jak wryta przed szafą. Nawet nie wiedziała, jakie ubrania w ogóle dostała, więc wyciągnęła byle jakie ciemne jeansy i luźną, czarną koszulkę na ramiączkach, wykonaną z lekkiego, ale śliskiego materiału. Cara nigdy się z czymś takim nie spotkała, ale bardzo spodobało jej się wykonanie. Była bardzo wygodna, a na domiar tego, miła w dotyku.
             Ostatni raz spojrzała na zegarek i wybiegła z pokoju przerażona, że będzie spóźniona.


             ~*~

             Pojawiła się przy wyjściu punkt dwudziesta i oparła się o ścianę, dysząc ze zmęczenia. Ledwo łapała powietrze. Dlaczego właściwie się spieszyła? Spodziewała się, że chodziło o coś naprawdę ważnego, dlatego nie wypada się spóźnić.
             - Nie spodziewałem się takiego pośpiechu – zaśmiał się Carter, wyłaniając się z jednego, zaciemnionego kąta. Cara zamrugała z niedowierzaniem. Jak mogła go nie zauważyć?
             - Ale, że… co? Jak? – jąkała się, nadal wyłapując z trudem powietrze. Ciemnowłosy podszedł do niej bliżej, z rękoma wsadzonymi w kieszenie spodni. Ubrany był w jeansy i ciemną, przylegającą koszulkę, wykonaną ze sztywnego materiału.
             - Chodź, chcę ci coś pokazać – oznajmił i wyprowadził na zewnątrz, skinąwszy głową w kierunku drzwi.
             W ogóle nic nie rozumiała. Ten wieczór, to… miał być po prostu zwykłym spacerem? Na to wyglądało, bo chłopak odciągnął ją spory kawałek od pałacu, co wprawiło ją w niepokój. Może ich planem było zamordowanie jej? Skąd miała wiedzieć? Instynkt naprowadzał ją na te tory, bo zawsze musiała być czujna.
             Przez większość czasu nie odzywali się do siebie w ogóle, co dla ciemnowłosej nawet było na rękę, bo zajęła się oglądaniem okolicy. Mimo że szli jakimiś ciemnymi uliczkami, to i tak momentami można było ujrzeć coś naprawdę wyjątkowego. Niektóre domy zostały wybudowane na wzniesieniu, a ich architektura powalała na kolana. Nie co ich proste chaty, naprawdę. Mijali też – jak wytłumaczył jej Carter – rynek. Spotykali się tam młodzi ludzie w wolnym czasie, ale to akurat najmniej ją interesowało, a wygląd fontanny, umieszczonym na samym środku placówki.
             Była ogromna, to po pierwsze, a wyglądem przypominała kobietę, która zamiast nóg miała ogon. Wiedziała, jak się to nazywało, ale nie mogła sobie w tej chwili przypomnieć, póki chłopak nie wypowiedział za nią tego słowa: syrena. Tak, to zdecydowanie była syrena, w dodatku najpiękniejsza, jaką kiedykolwiek mogłaby sobie wyobrazić.
             - Chodź – szepnął z westchnieniem i pociągnął ją za rękę, bo inaczej nie dało rady odciągnąć jej od zwykłego patrzenia na kobietę. Śmieszyło go jej zachowanie czasami, ale cóż mógł na to poradzić? Biedactwo pół świata nie znało, ani nie znała pojęcia piękna, nie mógł jej winić za pochodzenie.
             - Em, a dokąd właściwie idziemy? – spytała w końcu, gdy zaczęli krążyć po ciasnych i ciemnych uliczkach, gdzie mogła podziwiać jedynie szarawe ściany budynków.
             - Już, zaraz zobaczysz – odpowiedział i puścił ją przed siebie, a po chwili zasłonił oczy. Chciała je odepchnąć, ale jej nie pozwolił. – Spokojnie, to niespodzianka – szepnął jej do ucha, praktycznie muskając jej ucho ustami. Wywołało to u niej dreszcze, ale nie protestowała. Nic już nie powiedziała, a dała się prowadzić przed siebie, ostrożnie stawiając kolejne kroki.
             Potknęła się kilka razy i o dziwo się nie wywróciła. Momentami już myślała, że runie przed siebie, ale Carter ją podtrzymywał. Nie powiedziałaby, że czuła się komfortowo, bo nie. To, co mogło między nimi zajść… Nie, wolała nawet tego niepotrzebnie nie wspominać. Nie wolno mieć nadziei. Nie było na co.

             _____
             Rozdział krótki, bo musiał taki być :P Za to kolejny postaram się dodać wcześniej w ramach rekompensaty ^^

5 komentarzy:

  1. Zacny rozdział. A końcówka... delicje ;3 ciekawe, czy ma to coś wspólnego z balem, albo samym faktem, że Cara się mu podoba.
    Początek rozdziału również bardzo mi się podobał, uwielbiam bohaterki, które są twarde, nie poddają się i dążą do osiągnięcia swojego celu. To oczywiście zależy od charakteru wykreowanej postaci, ale jak mówiłam o wiele lepiej mi się czyta o takich bohaterkach jaką jet Cara :)
    Szkoda jedynie, że nie chce mieć nawet nadziei na związek z Carterem, ale cóż... Nie będę oceniać, bo sama tak mam, a Cara w dodatku ma na głowie o wiele więcej. Oderwano ją od rodziny i przyjaciół, wrzucono do wielkiej złotej klatki, że tak nazwę Stolicę, a w dodatku sama nie wie po co. Ma być bronią na wroga. Ale co później?
    Później ma być z Carterem "P
    Trener musiał być nieźle wkurzony hahah, chociaż ja to bym się cieszyła z takiej uczennicy ;) a to, co zrobił Carter... <3 piękne. Zarówno podczas treningu jak i podczas spaceru.
    Rozdział nie był, aż tak krótki :) był dobrze napisany, choć wkradło się kilka minibłędów, ale to nie istotne. Przyjemnie się czytało :3 czekam na więcej!

    Pozdrawiam, weny i inspiracji :)
    anielskie-dusze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za opinię *.* No, co do wątku miłosnego, ciągle się zastanawiam, aaaleee....
      nie, to niech będzie niespodzianka :P

      Usuń
  2. Witam,
    Oba blogi zostały przyjęte do Katalogu Kreatywność.
    Pozdrawiam, Katarzyna Anonim 😊

    OdpowiedzUsuń
  3. Cara, jak na tak młodą kobietę, ma dość twardy i zadziorny charakterek. Pokazała to po raz kolejny na treningu. Myślę, że być może właśnie przez swoją zawziętość i upór nieco imponuje Carterowi. Zresztą nie zamierzyła odpuścić i stanęła do walki z chłopakiem. O czymś to z pewnością świadczy :)

    Jestem niesamowicie ciekawa, jaką niespodziankę zorganizował dla dziewczyny Carter. Z niecierpliwością będę czekała na kolejny rozdział, bo czuję lekki niedosyt. Ta część zdecydowanie była za krótka!

    Życzę mnóstwo inspiracji przy pisaniu kolejnych rozdziałów i pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cara jest silna. Ten świat nie pokona jej. Cokolwiek jest między nią a chłopakiem mam nadzieję że jest prawdziwe i dziewczyna się nie zawiedzie na nim.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń